Acratos , libacje, sympozjony i pasożyci czyli wino w starożytnej Grecji

Grecja była drugim po Egipcie krajem basenu Morza Śródziemnego, który zawojowało wino. Po tragicznej zagładzie kultury minojskiej na Krecie związanej z wybuchem wulkanu na Terze (dzisiejszym Santorynie) około 1450 roku p.n.e., pierwsze związki z Egiptem prawdopodobnie zostały przerwane i zapomniane.  Znajomość uprawy i produkcji wina ponownie dotarła do Grecji  prawdopodobnie poprzez Trację lub z Azji Mniejszej.  Na obszarze Morza Śródziemnego sławne były wina z Chios, starożytnego greckiego Bordeaux ! Wielką reputacją cieszyły się wina z  Tasos, Lesbos i Rodos. Wina z Lesbos dojrzewały pod cienką warstwą drożdzy, jak obecnie wina z andaluzyjskiego Jerez (sherry). W pierwszej połowie pierwszego tysiąclecia p.n.e. Grecy zawojowali cały rejon Morza Śródziemnego, zapoczątkowując kulturę winną w nowych koloniach na Sycylii oraz w południowej Italii, którą nazywali Enotrią, krajem wina. Stąd winorośl rozprzestrzeniła się na resztę Italii. Centrum handlu winem stały się  Pompeje, zniszczone wybuchem Wulkanu w 79 roku przed Chrystusem. Podobno pompejańskie wina  eksportowane były aż w rejon dzisiejszego Bordeaux.
      Mimo to, ten dionizyjski napój  starożytnych Greków niewiele miał wspólnego ze współczesnym winem. Uczestnicy sławnych greckich sympozjonów pili wina mieszane z wodą, w naczyniach zwanych kraterami. Zwykle mieszano je w dużych kraterach napełnianych w 3/5 wodą i 2/5 winem. Nad mieszaniem wina osobiście czuwał sympozjarcha, król uczty, niekoniecznie gospodarz domu – amfitrion, dla którego zarezerwowane było agape, pierwszy toast przyjażni i libacja z wina.

     Czyste wino, acratos,  podawane było w bardzo małych ilościach tylko na początku uczty. To właśnie była libacja (dosłownie: rozlewanie), ofiara z wina czyli wylewanie do ognia wina zastępującego krew ofiarną.   Pierwszy libację, jak już wspomniałem,  spełniał amfitrion, czyli ten u którego spożywano kolację. Póżniej, oszczędni Grecy ograniczali się  już tylko do symbolicznego wznoszenia pucharów na cześć bóstw domowych i Dionizosa. I tak już zostało. Dotąd nie lubimy wylewać za kołnierz, libacja pozostała, ale jej znaczenie dalekie jest od pierwotnego.
     Sympozjon, co zwykle tłumaczy się jako uczta, dosłownie oznacza  współpicie, był drugą częścią greckiej uczty. Jej uczestnicy leżąc po dwóch lub trzech na sofach, z wieńcami kwiatów na skroniach, prowadzili filozoficzne dysputy i wznosili toasty. Podczas sympozjonu gliniane lub cynowe kielichy nie mogły pozostawać puste. Niewolnicy bez przerwy je napełniali. Na sympozjonach pojawiali się często nieproszeni goście,  parasitos (siedzący obok), czyli słynni pasożyci, którzy jak i dzisiaj, towarzyszą ludziom ustosunkowanym. Za możliwość przebywania w towarzystwie bogatych ziomków, musieli godzić się z kpinami i szyderstwem, często upijani siłą, ku uciesze biesiadujących. Na uczcie pito za zdrowie każdego, i to tyle razy ilu było obecnych, bo grzeczność wymagała odwzajemnienia toastu. Odmowa toastu karana była fantem: recytacją wiersza, tańcem nago lub obnoszeniem wokół sali młodej flecistki, jedynej wówczas kobiety dopuszczanej do wyłącznie męskich, przyjacielskich spotkań , jako że kobiety były wówczas formalnie wykluczone z życia towarzyskiego.
      Artyści z pewnością  wiedzą, że powstanie teatru zawdzięczają winu! Co cap ma wspólnego z teatrem? Otóż kultowi Dionizosa towarzyszyły przedstawienia teatralne. Początkowo były to zwykłe procesje na cześć boga, hymny na chwałę Dionizosa czyli dytyramby, obsceniczne tańce przebierańców w maskach, odzianych w kożle skóry, demonstrujących wielkich rozmiarów narządy seksualne. Stąd już blisko do tragedii, geckie tragos oznacza po prostu capa. Do męczących i nudnych występów chórów zaczęto wprowadzać dialogi, które z czasem przerodziły się w prawdziwą sztukę teatralną.
       Grecy żyli bardzo skromnie. Ideał wspólnego życia kierującego się dobrymi prawami (euphomia) wymagał czasem surowych praw, szczególnie praw przeciwko zbytkowi.  Stąd też prawo ściśle określało np., ze podczas pogrzebowej libacji nie można było spożyć więcej wina niż 3 conges (około 10 litrów), na trzy litry oliwy. 

       Wróćmy jednak do greckiego, antycznego wina. Grecy uważali  wino za napój cywilizowany.  Miarą tej cywilizacji była sztuka mieszania wina z wodą! Po winobraniu Grecy pili młode wino, prawie jak współczesne beaujolais, ale bardzo słodkie. Nie stosowano, jak w Egipcie,  fermentacji w kadziach. Wino było więc nieustabilizowane, łatwo ulegało skwaśnieniu. Aby wino dało się długo przechowywać doprawiano je ziołami, miodem, mieszano z innymi winami, czasem dodawano wody morskiej. Luksusem było dosładzanie wina trzciną cukrową, która wówczas uważana była za lekarstwo. Młode wino, było także wielokrotnie gotowane, aby się nie zepsuło. W Grecji, w odróżnieniu od Rzymu, chętnie mieszano różne wina.  Zmieszanie słodkich muskatów z Niksos lub Tasos z cierpkim winem korynckim zmieniało je w płynny aksamit.  Tak, korynckie wino uważane było wówczas za trunek, który zmusił każdego zbrodniarza do wyznania zbrodni! Takich „korynckich” win i dzisiaj nam nie brakuje. To, że uważali picie czystego wina za barbarzyństwo też jest zrozumiałe. Dlaczego ? Otóż wino Egipcjan, Greków i Rzymian nie dałoby się pić inaczej. Taka mikstura trudna byłaby do spożycia. Najlepsze, słodkie wina przechowywano w glinianych dzbanach i amforach. Wina codziennego użytku trzymano w bukłakach z kożlej skóry lub świńskich pęcherzach. Jaki to miało wpływ na smak wina możemy sobie wyobrazić!  Grecy nie zadawalali się wyłącznie własną produkcją, importowali także wino z Italii. Słynny atleta Milon z Krotony podobno dziennie wypijał dziesięć litrów wina z Kalabrii, znanego do dziś jako Ciro (i tak głównym składnikiem tego wina było i jest Gaglioppo, przywiezione tu przez Greków).

      Wina greckie  wysoko cenili sobie Rzymianie, zachwycał się nimi Wergiliusz. Póżniej, w okresie Renesansu, lubowali się w nich książęta Mediolanu a Wawrzyniec Wspaniały (Il Magnifico, II poł.XV w.) z Florencji był amatorem win z Malwazji.  Oczywiście należy wziąć małą poprawkę na fakt, że starożytność była wtedy w modzie.

W następnym odcinku: CAŁOWANIE W USTA czyli WINO W STAROŻYTNYM RZYMIE.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *